Weekend

przez | 21/06/2009

Ten weekend w Heppenheim był pełen wydarzeń. Dla każdego coś się znalazło.
1. w piątek – opisany już „Zamek w płomieniach”
2. w sobotę i niedzielę – obchody parafialne przy „Katedrze” St. Peter, połączone ze 100-leciem przedszkola w Marienhaus. Muzykę słychać było aż do naszych łóżek, chociaż to ok 2,5 km odległości, między innymi „Muckefuck” (z „Starkenburg w płomieniach”). Ale o północy był koniec.
3. w niedzielę – rajd oldtimerów. Początek i koniec w Heppenheim, trasa prowadziła przez kilka pobliskich miast i przez Odenwald. Udział wzięło 70 pojazdów z lat 1915 – 1978, a uczestnicy przybyli z całego kraju.
4. również w niedzielę – coroczny pokaz koni zimnokrwistych w związku jeździeckim (patrz również 2008 „Perszerony„), od woltyżerki do szkapy pociągowej.
5. w niedzielę – Sebastian Vettel jedzie w Silverstone. W wielu domach drżą telewizory. Sebastian wygrał!!! mieszkańcy miasta są dumni!!
Nie wzięliśmy nigdzie udziału, bo…
przygotowuję saltimboccę… 6. Dinner (ale już w południe) z sąsiadami u nas. To było piękniejsze niż wszystko inne. Kilka razy w roku ustalamy temat i dzielimy zadania: jedni robią przystawkę i deser, a drudzy danie główne. Poza mottem (np. kuchnia chińska, urlopowa, z rodzinnego domu) nie wiemy wzajemnie, co będzie przygotowane – to jest niespodzianka dnia. Tym razem była kuchnia włoska. Ale nie lasagna, czy spaghetti. Saltimbocca i risotto oraz filet wieprzowy na tagliatelle z sosem z bazylii i orzechów. Wow! Konkurenci zrobili bruschettę i torciki truskawkowe. Kto tam liczyłby w taki dzień kalorie? Sebastiana oglądaliśmy wspólnie, przed deserem. Nasze spotkania biją wszelkie inne imprezy miejskie. Następne będzie po „francusku”.
A jak jutro gazeta opowie o oficjalnych imprezach, to może jeszcze coś Wam ściągniemy.

Z gazety „Starkenburger Echo” 22 i 23.06.09: