Opowiastka o dwóch armatach

przez | 10/12/2009

Przed wielu laty, były na podzamczu odstrzelone salwy z armat. O ile pamiętam, była to tradycja Związku Strzelców w Zielone Swiątki. Ostatni raz użyto historycznych armat w 1993. Pamiętamy strzały, pamiętamy też huk jednej eksplozji i gwałtowny wstrząs. Wtedy zginał jeden ze strzelców.
Armaty zwieziono z góry zamkowej i odstawiono gdzieś w zapomnienie. I zapomniano je przez wiele lat.
Aż kiedyś, przy okazji przebudowy szkoły muzycznej, ukazały się spod zielska i krzaków. Już miały być odebrane na złom, ale pan M. (znany w mieście m.in. z restauracji kilku historycznych domów i obiektów) ugodził się z ratuszem i odebrał je własnym transportem.
Pan M. długo nad nimi pracował, z Zagłębia Ruhry sprowadził odpowiedni gatunek drewna, polerował, pieścił, na własne koszty. I wystawił na publicznej ulicy, na starówce, przed swoją restauracją.
I tu zaczyna się jatka miejsko-polityczna. Przez 16 lat nikt nie interesował się starymi armatami, strzelcy ich nie chcieli, muzeum miejskie ich nie chciało, czas je nadżerał. Ale jak sobie teraz tak ładnie odnowione stoją, to zainteresowanie się wzbudziło. Nagle każdy by też chciał mieć tą ładną zabawkę.
Trzeba się pewnie spieszyć, żeby zrobić zdjęcie. Kto wie, co wymyślą…