Byliśmy, widzieliśmy, słyszeliśmy, śmialiśmy się. Była super impreza.
Na plac przybyły masy ludzi, nawet specjalne pociągi dojechały. Gazeta pisała o 10 000 uczestników, TV o 25 000 – ale to jest bez znaczenia, kto tam był wie, że było pełno i niesamowicie. Inni oglądali transmisje life w telewizji.
Sebastian podjechał nawet 10 minut wcześniej i był dwie godziny, chociaż tylko jedna była w planie. Zaraz po występie ruszył znów do Frankfurtu, najpierw do Hiszpanii i potem znów do Abu Dhabi. Mistrz Świata nie jest już osobą prywatną i terminy regulują jego dni.
Ale pozostawił bardzo miłe, niezapomniane wrażenie – wśród mieszkańców i fanów punktował sympatycznym występem, pełnym humoru i swobody.
Niespodziankę sprawił nam zapraszając dodatkowo zaprzyjaźnionego komedianta z Mannheim, Ceylana Bülenta. Wymiana zdań, ich rozmowy i kawały, w dialekcie i „czystym” niemieckim – co za śmiech! niestety nie można tłumaczyć, szkoda.
Było też kilka ważnych osobistości z miasta i Hesji, przynieśli prezenty, wesołe, symboliczne, smaczne. Eiswein z 1987 roku, to rocznik Sebastiana, szyld „Vettelheim”, szyld samochodowy „HP – Mistrz Świata”.
Pogoda przypisała, słońca co prawda nie było, ale zapowiedziany deszcz też nas ominął. Przy temperaturze 7-8 stopni, wyciągnęliśmy ciepłe ciuchy i w tłumie było nawet ciepło, a potem wypiliśmy grzańca.
Czy nasze piękne buzie ukazały się w TV, nie wiemy, bo leciało life. Ale my mamy dużo własnych zdjęć! i fajne wspomnienie.
Wydarzenia ostatnich dni nie pozostaną bez wpływu na dalsze życie miasta, na turystykę, czy gospodarkę. Żadna reklama nie uzyskałaby takiego efektu. My, mieszkańcy, mamy nadzieję, że zmobilizują się teraz ukryte siły, żeby rozwiązać parę zakurzonych lokalnych problemów, które w Heppenheim nieładnie wżyły się w codzienność, ale w „Vettelheim” byłyby już nie do akceptowania.