Dwa razy Mistrz Świata – dwa palce wskazujące, symbol Sebastiana. Ciekawi jesteśmy na trzecie zwycięstwo…
(foto DPA)
Wczoraj, 22.10. mieliśmy okazję gościć Sebastiana w Heppenheim.
Wielki spektakl medialny – 300 rozgłośni światowych zajechało (nawet Brazylia i Rosja), wszystkie hotele zajęte.
Na party o 16:00 na Europaplatz oczekiwano 30 000 fanów. Pierwsi szli już przed 14:00, zająć dobre miejsce.
Obok sceny ustawiono duży LED-ekran, żeby wszyscy mogli dobrze widzieć.
Sebastian, jak zawsze – sympatyczny, prostolinijny, skromny. W domu już widział (z okna, albo w TV) masy ludzi i myślał „kto jeszcze będzie, bo przecież tyle ludzi nie przyszło tylko dla niego”. Haha, a jednak!
Pokazano sceny z Heppenheim, filmiki z Sebastianem, prowadzono krótkie rozmowy z fanami. Gdzieś rozdawali „palce”, ale gdzie nie widzieliśmy, więc używaliśmy potem własnych do machania. Co tam, też fajnie.
Grupa „Söhne Mannheims” z Xavier Naidoo śpiewali na nastrój.
Sebastian podjechał o 16:45 swoim bolidem „Kinky Kylie” wyznaczoną drogą i zdążył na tym małym kawałku gdzieś zakręcić parę donatów. Długie rozmowy, pytania, odpowiedzi, poprawny niemiecki i nasz dialekt, minione wyścigi – typowy program.
Sebastian zbierał znów punkty sympatii. I – jak zwykle – podkreślał znaczenie swojego zespołu, bez którego ten sukces nie byłby możliwy.
Team Red Bull wystąpił z własnym pokazem Breckdance. Wow!!! Był też David Coulthard.
Niestety taki nastrój, jak w zeszłym roku (nie do pobicia duet Sebastian i Bülent Ceylan!!) – przyczyną była marna moderacja (z RTL i MTV). Na pocieszenie… jednemu trafił kamyk spod nadjeżdżającego bolida do ust, a drugi wysmarował sobie mocno rączki przy oponie (dłużąca się moderacja zmiany koła w bolidzie na czas między Sebastianem i młodą fanką).
Ooo… tak nam przykro…
Nie podobało nam się, jak zdławiono „Söhne Mannheims” przy zapowiedzi następnej piosenki „jeszcze jedna dla wszystkich rodziców, którzy swoje dzieci…” „nie teraz, na to będzie potem czas”.
To „potem” było trudne do zdefiniowania, bo kiedyś podziękowano Sebastianowi, nas zwołano znów do jublowania. Odnieśliśmy wrażenie, że party się kończy. Słońce zachodziło, chłód nadchodził. Na scenie ucichło, bo nastąpiła owa wymiana kół. Ludzie zaczęli się rozchodzić. Następne rozmowy z burmistrzem, przejęcie prezentów itd. odbyło się już wobec odchodzących pleców i wolnych miejsc na placu.
Nie wiemy, kiedy był koniec, czy „Söhne Mannheims” jeszcze śpiewali zapowiedziany numer. Około 18:30 też ruszyliśmy w drogę powrotną – a mieliśmy blisko, 10 minutowy spacer.
Sebastian, to nie Twoja wina!
I jak następny raz będziesz – jako trzykrotny Mistrz – to będziemy znów z Tobą triumfować!!!!










