Wąwóz Obrunn

przez | 11/08/2013

Wczoraj byliśmy na małej wędrówce w lesie. Godzina dobrego powietrza i jedna długa wyrwa przypominały nam, że coś słyszeliśmy o wąwozie w Odenwaldzie. Oh,tak! Tam jutro pojedziemy.
Ok, internet wie wszystko, wąwóz zna też, haha.

Pomyślane, powiedziane, zrobione.
Dziś ruszylismy do Hoechst, ok. godziny jazdy samochodem w głębszy Odenwald, ale nawet sama jazda była fajna, bo w te tereny rzadko nas aktywności prowadzą.
Trochę niepewnie patrzyliśmy na termometr. Przyzwyczajeni do piekielnych upałów ostatnich tygodni, nie zabraliśmy żadnych swetrów – a tu temperatura 20…19…18…17… A co tam, będziemy szybciej iść.
Ale nie było problemu, w wąwozie było świeżo, skóra była fajnie chłodna, ale nie zimna. Sama przyjemność!
Wąwóz Obrunn ma około 2 kilometrów długości (i z powrotem) i stanowi mały własny światek: drewniane mosty, korzenie pod nogami, wąskie drogi, stopnie z pni. I zbudziły się trochę nasze dziecięce dusze, bo co rusz oczekiwały nas kolorowe niespodzianki – miniaturowe domy, zamek, pałac, wieża, figury – prawdopodobnie z lokalnych legend.
Było fajnie po prostu porzucić ścieżkę i przeskoczyć potok, żeby zobaczyć bliżej czy pobawić się w „perspektywę”.
Niestety ostatnie zalewy pozostawiły też tu ślady. Młyn wodny został zniszczony – jeszcze nie naprawiony, mysia wieża podlana mułem – ale już oczyszczona.
Wspaniała wędrówka, warta powtórzenia, może w innej porze roku, albo z przyjaciółmi.

Na koniec zatrzymaliśmy się w znanej knajpce na sznycla i Kochkäse – gotowany ser, tutejsza specjalność.

Inny wąwóz znamy już ze zdjęć i zezujemy od dłuższego czasu, Margarethenschlucht koło Neckargerach, ale to jest 70 km – jazdy przez Odenwald, więc trzeba by coś jeszcze połączyć. Dlatego na dziś nam nie pasował, ale wczoraj rozmawialiśmy o nim.
Haha! jak wróciliśmy do domu, to Beata miała pocztę od znajomej, która pisała, że dziś wybiera się do Margarethenschlucht. Czy nie przypadek? Niewiele by brakowało, to byśmy się w środku wąwozu spotkali – to by była niespodzianka!!