Legenda Nibelungów znana jest w Polsce może nie każdemu, ale wielu osobom. Miłośnicy muzyki znają operę Wagnera „Pierścień Nibelungów”. Imiona jak Brunhilda, Krymhilda – pochodzą właśnie z tej legendy i używane były jako hasła bojowe przez Czterech Pancernych. My mamy to szczęście, że mieszkamy w samym środku scenerii wydarzeń, miedzy Odenwaldem i Worms (Wormacja). Ulice, szkoły noszą nazwy bohaterów, np ul. Zygfryda, która zaczyna się w Heppenheim i ciągnie się daleko do Odenwaldu.
Przed kilkoma dniami został oficjalnie otwarty Szlak Nibelungów, 40 km dróg wędrownych śladami dawnej tragedii i wzdłuż legendarnych miejsc. Jednym z takich miejsc jest źródło, przy którym Zygfryd został podstępnie zamordowany przez Hagena.
Legenda legendą, ale opisy są nie zawsze jasne, historycy dyskutują, a kilka miast uzurpuje sobie prawo posiadania tego prawdziwego źródła. Heppenheim też. I nasze jest właśnie to legendarne. Należymy do zwolenników tezy, która przypomina, że w opowieści niesiono nocą martwego Zygfryda do Worms, to jest ok 30 km – pieszo do pokonania. Miasto Grasellenbach też ma źródło i na pewno też swoje racje, ale leży w odległości 50 km, w górzystym terenie, trudno sobie wyobrazić, żeby towarzystwo pogrzebowe dotarło do świtu do Worms. Parę lat temu, 2002, w 800 rocznicę Pieśni Nibelungów, szedł pochód ze smokiem w historycznych strojach pieszo przez całą trasę. Zatrzymali się oczywiście przy naszym źródle, było powitanie, opowiadanie legendy, muzyka. Potem poszli dalej, do Worms.
Dziś czytaliśmy w naszej gazecie „Starkenburger Echo”, że nasze władze miejskie zamierzają podnieść walory turystyczne źródła. Miejsce jest urocze i schowane pod kilkoma lipami, więc na razie spotykają się tam czasem osoby szukające towarzystwa, żeby przy miłej rozmowie (również w języku polskim) wypić po piwku, albo i dwa.
Co nas wiąże z wydarzeniami? Mieszkamy ok 150 m od tego właśnie źródła. Czasem, w lecie przy otwartym oknie, jak nie możemy spać, to tak jakbyśmy słyszeli jęczenie umierającego Zygfryda, albo lament zebranych ludzi. A może to nie Zygfryd, tylko nasz chrapiący sąsiad? Kto wie?