150 lat „Starkenburger Echo”

przez | 03/01/2009

SüPoNasza gazeta okręgu Bergstrasse obchodziła w 2008 150-lecie.
Poznaliśmy ją w 1990, jako „Südhessische Post” (w skrócie „Süpo”), od 2002 nazywa się „Starkenburger Echo”. Trudno było nam się przyzwyczaić i do dziś czasem się słyszy „Süpo”.
Przez wszystkie lata było ok 30 000 dziennych wydań.
Gazeta ma 6 rejonowych druków: Darmstadt, Ruesselsheim, Starkenburg, Odenwald, Gross-Gerau, Ried, które razem osiągają codziennie ponad 400 000 czytelników w południowej Hesji. Do serwisu nalezą również dwa bezpłatne tygodniki, które dostaje każdy do skrzynki.
Cały rok czytaliśmy prawie codziennie przy aktualnych okazjach powrót do różnych tematów z minionych lat. Co powodowało u niektórych starszych czytelników czasem lekkie irytacje, bo myliło im się, czy czytają stare wiadomości czy nowe… Kilka tematów dało mi pomysł pisania postów na naszym blogu (Grace Kelly, Translokacja domu Laumann).
Redakcja wydała również dokumentację z okazji jubileuszu.
Najstarszy znany egzemplarz gazety, datowany na 19.02.1862, znajduje się w prywatnych rękach.

Mieszkamy w małym miasteczku, lokalne wiadomości są bardzo bliskie i nawet te małe wydarzenia są ważne. Znamy nazwiska, twarze, zdarzenia – to dotyczy bardziej mnie, bo przez moją pracę jestem bardzo blisko związana z miastem i jego mieszkańcami, ale trochę przechodzi też na Jurka. Znamy naszych fotografów: „o, prasa też już jest”. Pożar, wypadek, kłótnia polityczna, przebudowa, aktualna impreza, ważny gość – jutro możemy czytać, co dziś już tu i tam słyszeliśmy, widzieliśmy albo gdzie byliśmy. Nie sztuka u nas brać udział w imprezie, która będzie następnego dnia opisana w gazecie. A może nawet własną osobę ujrzy się na stronie.
Chcielibyśmy tu skromnie wspomnieć naszą rolę : 12% lat istnienia gazety – to nasz czas tu, w Heppenheim, jako statystyczni i aktywni czytelnicy. Gazeta kosztuje dziś 1,10 Euro, więc przez 18 lat przyczyniliśmy się finansowo do jej egzystencji udziałem ok 5000 Euro. Nieraz byliśmy tematem, częścią tematu, optycznym dodatkiem do całości, nieodzownym uzupełnieniem obrazu (bo bez nas byłaby dziura w zdjęciu…). No, po prostu fajnie jest rano otworzyć gazetę i zobaczyć siebie albo znane osoby. I, bądźmy szczerzy, chętnie zbiera się takie pamiątki. Pokażemy je kiedyś wnukom: ppoppopatrz, a tuttu dziadek grał w pipipiłkę.
A kilka pokażemy wam już teraz:

27.08.1990 - Dni Folkloru (od 10 dni mieszkamy w Heppenheim).25.08.1997 - Nowe domy, nowi sąsiedzi - pierwsze wspólne grillowanie3.07.1999 - 25-lecie Domowej Służby Zdrowia CaritasuKlub jeździecki - Księżniczka i zaczarowana żabka.20.04.2001 - Klub jeździecki - po szkoleniu i egzaminie.30.01.2002 - Informacja o planowanej budowie szpitala forenzycznego.28.06.2002 - Drużyna siatkarzy.5.07.2003 - Klub jeździecki - Matadorka.13.05.2004 - Informacja o przygotowaniach do Dni Hessji.11.11.2006 - 50-lecie rocznika 56/572.07.2007 - 50-lecie Klubu jeździeckiego.19.03.2008 - Kurs o pielęgnacji chorego w domu.

Naszą gazetę czytamy rano do śniadania. Ja zaczynam od części lokalnej, Jurek od ogólnej, potem się zamieniamy, bez słów, bez sprzeczki, jak się należy w wieloletnim małżeństwie. Wstajemy o 6:00, pierwsze kroki, zaspane, w koszuli i piżamie, prowadzą przed drzwi, do skrzynki. Gazeta już jest. Tylko czasem, w soboty (kiedy muszę pracować i normalnie wstaję), skrzynka jest jeszcze pusta – dziwne uczucie pustki ogarnia mnie wtedy. Co teraz? Jak ten dzień zacząć? Ale zanim kawa przeleci, zęby się wypucują i oblicze w lustrze rozpoznam jako własne, słychać już lekkie klapniecie skrzynki. Kiedy my jeszcze się obracamy w ciepłych, puchowych betach, to „pani gazetowa”, jest już długo, cicho i punktualnie w drodze. Czy jest ciemno, czy już widno, zimno, deszcz, gwieździste niebo, przyjemny chłodek przed upalnym dniem, czy śnieg i chodniki jeszcze nieodśnieżone – pani gazetowa jest pierwszym codziennym i niezawodnym gościem. I chociaż jej nie znamy, to zawsze się cieszymy, że jest zdrowa i przynosi nam z samego ranka najnowsze wiadomości. Dziękujemy.