Dla utrzymania rozwijającej się od tygodni tradycji niedzielnych wędrówek, zrealizowaliśmy dziś przy słonecznej pogodzie i błękitnym bezchmurnym niebie, spacer za granię. Podjechaliśmy (z przyjaciółmi) do sąsiedniego miasteczka leżącego już w Badenii Wurtembergii. Przy cmentarzu zostawiliśmy samochód i marsz! spowrotem do domu, ok 5km. Weszliśmy pod górę, nazipaliśmy się i zaraz trafiliśmy na tablice z tekstami o winie. Trzeba było czytać. Było dużo śmiechu i niektóre chyba przejmiemy sobie za motto na co dzień. A niektóre, to jakby nam już były znane… „Wino dla ludzi – woda dla gęsi”, „Chcesz dożyć lat starych ? Pij wino czerwone i nie marudź”.
Oko cieszyło się ładnym krajobrazem i daleką widocznością. Ale musieliśmy też patrzeć pod nogi, bo drogi były trochę rozmoczone po minionych mrozach i czasem było rozsądne zejść na pobocze. Dość mamy na razie głupich wypadków. Tylko psu nic nie przeszkadzało. Doszliśmy do Bombach – strumyk, który stanowi granicę między Hesją i Badenią W. Z Jurkiem często już chodziliśmy wzdłuż Bombach, ale po „naszej” stronie. Taki mały, a taki ważny! Podobno żyje tam duch Moć, ale go jeszcze nie widzieliśmy. Może ukazuje się tylko wieczorami tym, którzy za bardzo sobie biorą do serca zasady z tych tablic.
Przez pola doszliśmy do Bruchsee. Aj, patrz, kamienie pływają! Po drugiej stronie zalewu jest wiele kaszek i dzikich gęsi, tam jest zawsze wesoło, jak próbują na lodzie pływać…. Ale my minęliśmy jezioro od południa i poszliśmy dalej w pola, w kierunku szpitala. Zachodzące słońce rzucało długie cienie, pola pokryte były (ok 10 cm) zielonymi kiełkami zboża. Wiosna idzie!!
Byliśmy dobre 1,5 godziny w drodze i spacer zakończyliśmy kawą i ciastem u nas. A zanim kawa przeleciała (no prawie), to chłopaki skoczyli jeszcze szybko – drugim samochodem – odebrać spod cmentarza w Laudenbach nasze autko.