Rano było minus 8 stopni.
Co wczoraj zostało śniegu i wody, to dziś zamarzło w bryły lodu. Ulice i chodniki były suche i czyste. Ale pobocza!
Zepchnięty wczoraj śnieg okazał się dziś przeszkodą nie do pokonania, ani zaparkować, ani bezpiecznie przejść. Za to sucho! Moje wczorajsze buty tego dnia nie przeżyły, chciałam je i tak tylko do końca zimy donosić, ale już wczoraj zakończyły karierę w śmietniku.
Najfajniej było jechać uliczkami, które wczoraj nie były oczyszczone, a dziś zamarznięte. Jeden gruchot i chrupot, opony jęczały, stękały, jakby miały się zaraz poprzecinać. Opony przeżyły, ale niektóre psie łapki – nie.
Dzień jest słoneczny, piękne błękitne niebo, lód kapie i resztki śniegu giną w oczach. Kwiaty wyprostowały się do słońca. Teraz mamy w słońcu 11 stopni. O! to jest 19 stopni różnicy.
OK, był wybryk zimy, ostatnie podrygi zdychającej ostrygi.
Koniec tematu.